Okno socjalizacji – na resztę życia

Telefon o piątej po południu, głos zmęczony i trochę zawstydzony.

  • Pies ma pięć miesięcy i boi się wszystkiego. Rowerów, dzieci, wiatru w firankach. A przecież myśmy go socjalizowali. Od pierwszego dnia w domu nosiliśmy go na rękach po mieście, byliśmy w galerii, na targu, u weterynarza trzy razy bez powodu, tylko na cukierka.

Wszystko prawda. Wszystko zrobione porządnie. I wszystko po czasie.

To jest najbardziej niesprawiedliwa rzecz w rozwoju psa: najważniejszy tydzień pracy behawioralnej odbywa się wtedy, gdy szczeniak siedzi jeszcze u hodowcy, a przyszły opiekun ogląda zdjęcia na Instagramie i zastanawia się nad imieniem.

Co się dzieje, zanim pies do nas dołączy

Szczeniak rodzi się ślepy i głuchy, ale nie „pusty”. Przez pierwsze dwa tygodnie żyje właściwie węchem, dotykiem i temperaturą. Około trzynastego dnia otwierają się oczy, chwilę później przewody słuchowe, i mniej więcej od trzeciego tygodnia zaczyna się to, co Scott i Fuller w klasycznych badaniach z Bar Harbor nazwali okresem socjalizacji.

Nazwa jest myląca i to jest źródło połowy nieporozumień. „Socjalizacja” nie znaczy „zwiedzanie świata”. Znaczy: nauka tego, do jakiego gatunku należę i kto jest dla mnie bezpieczny. To nie kurs krajoznawczy, tylko budowanie kategorii. Wszystko, co szczeniak spotka w tym okresie, ląduje w szufladzie „normalne, znane, BEZPIECZNE, nie warte reakcji”. Bez nagradzania, bez szkolenia, bez pracy. Za darmo.

I teraz najważniejsze. Około piątego tygodnia w mózgu szczeniaka włącza się reakcja lękowa na nowość. Wcześniej pies ufnie podchodzi do wszystkiego, bo nie ma czego się bać. Później zaczyna się wahać. Ciekawość opada, ostrożność rośnie, obie krzywe przecinają się gdzieś w siódmym tygodniu życia. To nie jest przenośnia – to zmierzony przebieg, choć u różnych ras moment przecięcia potrafi się przesunąć nawet o kilka tygodni.

Czyli: siódmy tydzień to punkt, w którym świat przestaje być darmowy.

W każdej hodowli ten eksperyment powinien być jak Biblia

W 1961 roku Freedman, King i Elliot wychowali grupę szczeniąt w terenie, z matką i rodzeństwem, ale bez kontaktu z ludźmi. Potem każdej podgrupie dali dokładnie jeden tydzień kontaktu z człowiekiem: jednym w drugim tygodniu życia, innym w trzecim, piątym, siódmym, dziewiątym.

Najlepiej „ułożyły się” z ludźmi te, które dostały swój tydzień między piątym a siódmym. Szczeniaki, które pierwszego człowieka zobaczyły w czternastym tygodniu, były praktycznie nie do odzyskania – reagowały jak zwierzęta dziko żyjące, mimo że genetycznie były psami domowymi z porządnych linii.

Jeden tydzień. W odpowiednim momencie.

Proszę to zestawić z tym, ile pracy wkłada się potem w psa, który tego tygodnia nie dostał. Kilkanaście miesięcy odwrażliwiania, żeby uzyskać efekt gorszy niż siedem dni zwykłego bycia w pobliżu człowieka we właściwym czasie.

Co realnie ustawia hodowca

Nie chodzi o to, czy szczeniaki miały „socjalizację” – na to pytanie każdy hodowca odpowie twierdząco, bo słowo jest miękkie i nic nie kosztuje. Chodzi o konkrety, które robią różnicę:

  • Gdzie fizycznie stoi kojec od trzeciego tygodnia. Dom z odkurzaczem, telewizorem, trzaskającymi drzwiami i dziećmi to inne środowisko niż czysty, cichy, wzorowo utrzymany budynek gospodarczy. Psy wychowane poza środowiskiem domowym w pierwszych tygodniach częściej wykazują potem unikanie i agresję lękową wobec obcych ludzi.
  • Jak zachowuje się suka, gdy wchodzi obcy. Szczeniak uczy się reakcji na człowieka, patrząc na matkę, zanim jeszcze zdąży ją przetestować sam. Jakość opieki matczynej i jej własna reaktywność zostawiają ślad mierzalny w testach temperamentu wiele miesięcy później.
  • Ilu różnych ludzi brało szczeniaki na ręce. Różne ręce, różne zapachy, różne sposoby trzymania. Dwie osoby to nie to samo co dwadzieścia.
  • Jakie podłoża, jakie dźwięki, czy szczeniaki wychodziły na zewnątrz przed odbiorem.
  • W którym dniu hodowca oddaje szczenięta. Regulamin Hodowli Psów Rasowych ZKwP pozwala wydawać szczenięta nabywcom najwcześniej po ukończeniu siedmiu tygodni, razem z metryką i książeczką zdrowia.

Kiedy Guide Dogs w Wielkiej Brytanii wprowadziło ustandaryzowany program stymulacji szczeniąt w pierwszych sześciu tygodniach, różnica w zachowaniu była widoczna i mierzalna już w szóstym tygodniu życia. Nie po roku pracy przewodnika. W szóstym tygodniu.

Siódmy tydzień, czyli data warta uwagi

Przy okazji rozbrójmy mit, który w polskim internecie żyje własnym życiem: „ustawa zabrania oddawania szczeniąt przed ósmym tygodniem”. Nie zabrania. W ustawie o ochronie zwierząt nie ma przepisu określającego minimalny wiek odbioru psa – ani ósmego tygodnia, ani żadnego innego. Jedyna twarda granica w polskiej praktyce to regulamin ZKwP i wynosi ona siedem tygodni. Poza tym systemem nie ma nawet tego.

A to jest data warta chwili uwagi, jeśli spojrzeć na krzywe z początku tekstu. Formalnie wolno wydać szczeniaka dokładnie w tym tygodniu, w którym ciekawość i ostrożność przecinają się w jego głowie po raz pierwszy – i dokładnie w tym, w którym u Freedmana kontakt z człowiekiem robił największe wrażenie. Siódmy tydzień to jednocześnie szczyt chłonności i szczyt podatności na uraz. Ta sama otwartość, która pozwala psu zapisać nowy dom jako oczywisty, pozwala mu też zapisać transport, obcy zapach i pierwszą noc bez rodzeństwa jako coś, do czego będzie wracał latami.

Dlatego nie mam gotowej odpowiedzi na pytanie „siedem czy dziewięć tygodni” i nie ufam nikomu, kto ma. To zależy od tego, co hodowca realnie robi w tych dodatkowych dwóch tygodniach. Jeśli szczeniaki siedzą w domu, przewijają się przez nie kolejni ludzie, jest podwórko, różne podłoża i dorosłe psy spoza miotu – każdy dodatkowy tydzień jest zyskiem i nie ma po co się śpieszyć. Jeśli miot stoi w kojcu w budynku gospodarczym i widuje jedną parę rąk dziennie, to każdy dodatkowy tydzień jest stratą, a odbiór w siódmym tygodniu jest decyzją racjonalną, choć wymaga od nowego opiekuna sporo pracy od pierwszego dnia.

Dane, które zwykle przytacza się w tej dyskusji – Pierantoni i wsp. – dotyczą psów odbieranych między trzydziestym a czterdziestym dniem życia. Te psy miały potem istotnie więcej problemów: reaktywność na dźwięki, lęk na spacerach, zasobowanie zabawek, destrukcję. To mocny argument przeciwko oddawaniu w piątym i szóstym tygodniu. To nie jest rozstrzygnięcie sporu o siódmy kontra dziewiąty.

Czego się nie nadrobi

Tu zaczyna się część, którą trzeba powiedzieć wprost, bo połowa branży ją omija z grzeczności.

Funkcjonuje przekonanie, że wszystkie deficyty okresu socjalizacji można nadrobić. To mit.

Da się nadrobić:

  • konkretne bodźce i miejsca – tramwaj, maszyny drogowe, targ w sobotę, winda. To zwykłe uczenie: protokół, czas, powtórzenia
  • umiejętności i sygnały – w praktyce bez ograniczeń wiekowych
  • relację z konkretnym człowiekiem – buduje się w każdym wieku, bo to kwestia przewidywalności, a nie okresu rozwojowego
  • akceptację konkretnego psa czy kota w domu
  • hamowanie ugryzienia w kontakcie z człowiekiem, choć trudniej niż w miocie

Nie da się nadrobić albo koszt rośnie do poziomu, przy którym uczciwie mówimy już o zarządzaniu (management), a nie o rozwiązaniu:

  • ogólnego progu na nowe bodźce. Można go poprawić o kilka procent. Nie da się go przestawić
  • prędkości powrotu do równowagi po stresie. To kalibracja osi stresu, ustawiana bardzo wcześnie, jeszcze prenatalnie
  • oczywistości człowieka jako gatunku. U psa, który pierwszych ludzi poznał w szesnastym tygodniu, człowiek zostaje kategorią wyuczoną, a nie oczywistą. Różnicę widać w pierwszej sytuacji, w której coś idzie nie po jego myśli

I od razu obalam drugi mit, równie szkodliwy jak pierwszy: „pies ze złej hodowli jest spisany na straty”. Nie jest. Determinizm rozwojowy to bardzo wygodna wymówka od pracy – i dla opiekuna, i dla trenera. Okno socjalizacji nie jest klifem, tylko zboczem. Domyka się stopniowo, mniej więcej do szesnastego tygodnia, u części ras dłużej. Każdy tydzień zwłoki kosztuje więcej niż poprzedni, ale w żadnym tygodniu cena nie robi się nieskończona.

Zmienia się natomiast cel. I to jest ta rozmowa, którą trzeba odbyć z opiekunem na początku, a nie po ośmiu miesiącach: nie „ten pies będzie luźno leżał pod stolikiem na Rynku w sobotę”, tylko „ten pies będzie miał przewidywalne życie z zapasem bezpiecznej przestrzeni”. To nie jest kapitulacja. To jest jedyna wersja, która nie kończy się rozczarowaniem obu stron.

Jak to zmienia planowanie pierwszych miesięcy

Wybór hodowli to jest praca behawioralna wykonana z góry. Nie rodowód, nie wystawy, nie zdjęcia szczeniąt w koszyczku. Jedziemy popatrzeć, gdzie stoi kojec i jak suka reaguje na nasze wejście. To dziesięć minut, które oszczędzają dwa lata.

Tydzień ósmy-dziesiąty to nie jest czas na maraton bodźcowy. Bardzo częsty błąd i bardzo dobrze umotywowany: opiekun czyta, że okno zamyka się w dwunastym tygodniu, panikuje i w dwa tygodnie robi psu prawdziwy obóz przetrwania: przeciąga go przez galerię handlową, dworzec, plac zabaw i imprezę rodzinną. Tyle że szczeniak akurat w tym momencie przechodzi przez okres wzmożonej wrażliwości na strach, jest po transporcie i po utracie całego znanego mu świata. W takim stanie ekspozycja nie buduje kategorii „znane”. Buduje awersje. Seryjnie.

Metryką nie jest liczba bodźców, tylko zachowanie psa po bodźcu. Nie interesuje mnie, ile miejsc szczeniak zaliczył w tym tygodniu. Interesuje mnie, czy sam podszedł, czy wziął jedzenie, czy się otrząsnął i jak szybko wrócił do bazy. Jeśli szczeniak nie je w danym miejscu – jesteśmy za blisko, za głośno albo za wcześnie. Cofamy się i dokładamy dystans, a nie „przeczekujemy, aż się przyzwyczai”. Przyzwyczajenie w warunkach przekroczonego progu pobudzenia nie zachodzi. Zachodzi uczulenie.

Kwarantanna szczepienna kontra socjalizacja. Klasyczny konflikt, w którym weterynarz mówi jedno, trener drugie, a opiekun siedzi z psem w domu do szesnastego tygodnia i przegrywa oba wyścigi naraz. Stanowisko AVSAB jest tu jednoznaczne od 2008 roku: ryzyko behawioralne wynikające z braku socjalizacji przewyższa ryzyko infekcyjne, jeśli wychodzimy z głową. Nosimy na rękach, wybieramy czyste i spokojne miejsca, omijamy psie skupiska, wybiegi i okolice lecznicy. Ale wychodzimy. Problemy behawioralne zabijają w tej grupie wiekowej więcej psów niż parwowiroza, tylko że robią to ciszej i pod inną nazwą.

Wracając do telefonu z piątej po południu

Ta klientka, od której zacząłem tę opowieść, niczego nie zaniedbała. Zrobiła dokładnie to, co jej kazano, tylko o dwa miesiące za późno – i przez kolejne trzy miesiące próbowała nadpisać rzecz, której się nie nadpisuje, zamiast pracować nad tym, co jeszcze było otwarte.

Okno socjalizacji to nie wyrok. To kurs walutowy. Do siódmego tygodnia świat jest za darmo, potem zaczyna kosztować, a cena rośnie z każdym tygodniem zwłoki. Nie da się cofnąć czasu i wykupić taniej. Da się natomiast przestać przepłacać: przy następnym psie wybrać hodowlę oczami, a nie rodowodem, a przy tym, który już z nami mieszka, przestać liczyć zaliczone bodźce i zacząć patrzeć, jak wraca do równowagi.

To drugie jest w naszych rękach zawsze. Niezależnie od tego, co się działo w piątym tygodniu jego życia.

Społeczność
Forum dyskusyjne dla użytkowników Wesołej Łapki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *