Pies jak dziecko, czy dziecko jak pies?

Zapewne wielu  z nas zna akcję: „Zerwijmy Łańcuchy” przebiegającą pod hasłem: „Psy czują i myślą jak dwuletnie dzieci”. Takie sformułowanie trafia do wyobraźni i co więcej – budzi u szerszego grona odbiorców świadomość, że zwierzęta mają emocje, uczucia, zdolności uczenia się i kojarzenia nie odbiegające w wielu aspektach od naszego, ludzkiego. 

Ale czy powyższe stwierdzenie oznacza, że dwuletnie dzieci myślą jak psy? Pewnie niejedna mama obruszy się na samą myśl, że jej wyjątkowe i kochane dziecko może być porównane do zwierzęcia. Traktowanie dzieci jako pełnoprawnych osób ludzkich wcale nie jest takie stare. Jeszcze w  pierwszej połowie XX wieku Pawłow, Skinner, Watson eksperymentowali na dzieciach szukając uniwersalnych praw funkcjonowania umysłu. Mimo wątpliwych moralnie z dzisiejszego punktu widzenia metod badawczych – wyniki dociekań behawiorystów były i są użyteczne w pracy z każdym organizmem zdolnym do uczenia się. Dotyczy to i zwierząt i ludzi. Nieważne, czy dzieci czy osób upośledzonych czy dorosłych. 

Każdy organizm dąży do przyjemności i unika przykrości. Dlatego będzie robić coś by to co przyjemne zaczęło się jak najszybciej i trwało jak najdłużej, a to co przykre – odwrotnie: zaczęło się jak najpóźniej i trwało jak najkrócej.

Umiejętne wykorzystanie tego prawa to podstawa zarówno w uczeniu dzieci jak i psów. Wiele razy byłem zaskoczony jak wiele metod stosowanych w treningu psów sprawdza się doskonale w uczeniu dzieci i jak pewne techniki pracy z osobami np. autystycznymi można przenieść na grunt szkolenia psów i rozwiązywania różnych problemów z zachowaniem. 

Dostaniesz to, na czym ci zależy jeśli…

Całkiem niedawno zostałem poproszony o pomoc w związku z zachowaniem adoptowanej bokserki, która w domu jest spokojna i przyjazna wobec ludzi, na spacerze natomiast atakuje wściekle wszystkie napotkane psy. Przy bliższym kontakcie okazało się, że powodem takiego zachowania jest strach. Zwierzątko znalazło sobie taki właśnie sposób radzenia sobie z odczuwanym zagrożeniem zgodnie z zasadą iż najlepszą obroną jest atak. W pracy z nią zaproponowałem metodę polegającą na daniu psu tego czego oczekuje (zwiększenia dystansu) pod warunkiem, że zachowa się spokojnie. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że opiekunka suczki, która jest terapeutką i pracuje z dziećmi autystycznymi często stosuje podobną metodę w pracy ze swoimi podopiecznymi. Jak mi wyjaśniła dzieci autystyczne nie tolerują dobrze dotyku i bywa, że wpadają w panikę jeśli dzieje się coś, czego nie potrafią w danym momencie zaakceptować. Gdy udaje się takiemu dziecku zrobić nawet niewielki postęp w nagrodę otrzymuje zwiększenie dystansu. To bardzo pomaga w uczeniu dzieci autystycznych radzenia sobie ze światem, w którym żyją. 

Potęga pchełek

Moja dobra koleżanka Marzena jest również pedagogiem w Szkole Specjalnej, gdzie pracuje z dziećmi w różnym stopniu niepełnosprawnymi umysłowo. Jednym z jej najtrudniejszych uczniów jest chłopiec, który nie umie panować nad swoimi emocjami i trudno mu skupić się na zajęciach. Ponieważ często spotykamy się z Marzeną przy okazji spacerów z psami – dzielimy się różnymi spostrzeżeniami. Kiedyś opowiedziałem jej o schemacie zmiennych proporcji nagradzania i o działaniu „jackpota”, który stanowi cenną nagrodę dla psa, gdy wykona coś nadzwyczajnie trudnego. Schemat ten polega na włączeniu „reguły hazardu”. Każde poprawne zachowanie jest jak wykupienie losu na loterii. Niektóre losy są puste, inne wiążą się z nagrodą, a naprawdę rzadko pojawia się los z wielką wygraną. Marzena przeniosła ten pomysł do swojej klasy. Każde dziecko miało swój słoiczek, do którego nauczycielka wrzucała kolorowe żetony (takie jak do gry w „pchełki”). Ten, kto w danym dniu uzbierał najwięcej żetonów – otrzymywał nagrodę. Nagrodą była jakaś zabawna naklejka, czasami batonik lub inne dziecięce skarby. Pomysł ze słoiczkami okazał się niesamowicie skuteczny. Dzieci poczuły się naprawdę zmotywowane do tego, by zdobyć jak najwięcej żetonów, a więc zaczęły się przykładać do nauki i koncentrować na zajęciach. 

Mały terrorysta.

Teraz pora na zupełnie inną historię. Kiedyś natknąłem się na odcinek „super Niani”, gdzie dwuletnie dziecko chcąc wymusić na rodzicach jakieś korzyści dla siebie rzucało się na podłogę, krzyczało wniebogłosy jak obdzierane ze skóry, biło swoją mamę po twarzy i pluło. Patrzyłem szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami, bo przypomniała mi się ośmiomiesięczna labradorka Zelda, która sterroryzowała całą rodzinę, a szczególnie seniorkę – panią Marię. Otóż Zelda wpadła na pomysł jak wymusić dłuższe pozostawanie na spacerze, zwłaszcza w deszczowe dni, kiedy świat jest pełen kałuż i błota. To raj dla labradora, dla starszej pani – niekoniecznie. Mieliśmy klasyczny konflikt interesów. Labradorka chciała dłużej zostawać na dworze, pani – wracać do domu. Gdy tylko psina zorientowała się jakie są zamiary jej opiekunki – kładła się na ziemi, a próby skłonienia jej do powstania owocowały atakiem, szczerzeniem zębów i skakaniem na człowieka. Również w domu Zelda czasami zrywała się ze swojego posłania i biegła do pani Marii, rzucając się na nią z zębami, szczekając i skacząc. Co robiła pani Maria aby uspokoić psa? Brała z półki smakołyk i dawała psu, żeby Zelda się uspokoiła. Rzeczywiście Zelda się udpokajała na jakiś czas, po czym wracała do wymuszania. Gdy pani Maria chciała ignorować takie zachowanie – labradorka zamieniała się w Czupakabrę, wpadała w szał  i gryzła bardzo mocno, przebijając skórę na rękach swojej opiekunki. Co zrobiła pani Dorota Zawadzka z wymuszającym dzieciakiem? Zastosowała negatywne wygaszenie. Posadziła dziecko na wygodnej pufie, zwanej „karnym jeżykiem” i wyjaśniła, że ponieważ dziecko zaatakowało swoją mamę, za karę posiedzi tyle minut ile ma lat. W tym przypadku dwie minuty. Potem będzie mogło przeprosić mamę i zachowywać się inaczej. Początkowo dziecko protestowało jakby siedziało na rozżarzonych węglach. Za każdym razem, gdy chciało złamać zakaz – było odprowadzane na pufę. Po upływie dwóch minut mama podchodziła i wyjaśniała, że czas kary się skończył i teraz dziecko może się przytulić i przeprosić. Przemiana była niesamowita. Dziecko zrozumiało, że rodzice kochają je, ale wyznaczają również pewne granice, których nie wolno przekraczać. 

A co zrobiliśmy z Zeldą? Gdy tylko zaczynała skakać i gryźć.opiekunka mówiła spokojnym głosem „EE” a psina była wyprowadzana do innego pokoju na 20 – 30 sekund, aż się uspokoiła. Potem była wprowadzana z powrotem do pokoju i nagradzana miłymi słowami za spokojne zachowanie. Po kilkunastu powtórzeniach pies zrozumiał, że jeśli skacze i gryzie – traci natychmiast korzyść, jaką zamierzał osiągnąć i co więcej – traci na chwilę towarzystwo człowieka. Zaś opiekunowie są bardzo mili i nagradzają ją, gdy zachowuje się spokojnie i grzecznie. 

A co ze spacerem? Zaskoczyliśmy Zeldę niespodziewaną nagrodą. Wybraliśmy dzień, który nie wymagał heroizmu od pani Marii – czyli pogodny i ciepły i ruszyliśmy na spacer. Po 10 minutach poprosiłem, abyśmy poszli w stronę domu. Zelda zatrzymała się i położyła na boku. Wtedy pani Maria powiedziała „EE” i Zelda sama wstała. W nagrodę ruszyliśmy na dalszy spacer. Widać było jak na pyszczku psa maluje się nieopisane zdumienie i radość. Zrozumiała, że wykonanie tego, o co prosi opiekun może spowodować, że zaczną się dziać cudowne rzeczy, których nawet się nie spodziewała. Od tej chwili spacery nie stanowią żadnego problemu.

Jak się okazuje sposoby radzenia sobie z problemowym zachowaniem psów i dzieci mogą być całkiem proste, oparte na pozytywnym wzmocnieniu. Aby takie działania były skuteczne trzeba zastanowić się przez chwilę, co powoduje, że dany problem się utrwalił, czyli jakie są źródła wzmocnienia dla niepożądanego zachowania? Następnie staramy się zidentyfikować korzyść jaką osiąga nasz podopieczny zachowując się w nieakcepowany przez nas sposób? Wtedy mamy do dyspozycji albo nauczenie zachowania alternatywnego, albo taką manipulację środowiskiem, aby nasz pupil dostał to, na czym mu zależy, pod warunkiem, że zachowa się w sposób, który jest właściwy. Możemy również zabrać spodziewaną korzyść, oferując nagrodę wtedy, gdy zachowanie będzie odpowiednie. Zawsze kierujemy się przy tym jego najlepiej pojętym dobrem. Idealne podejście wymaga od opiekuna analizy sytuacji i wymyślenia sprytnych sposobów na to, aby podopieczny cieszył się odnosząc zaplanowany przez nas sukces. 

Leave a Reply