Czy łamiemy prawo?

Dodam, że znajdowaliśmy się już na drugim brzegu, a więc co najmniej 400 metrów od kąpieliska. Powiedziałam im to, dodając że nie ma żadnego znaku zabraniającego wyprowadzania psów. Pani funkcjonariusz tak się zjeżyła, że myślałam, że zaraz skoczy na mnie i wydrapie mi oczy! Zaczęła mówić (prawie krzycząc), że to nie ma żadnego znaczenia. Wmurowało mnie. Już się bałam, że dostanę mandat. Pan policjant nie śmiał się nawet odezwać, stał potulny jak baranek i tylko patrzył na mnie, a w oczach widać było zakłopotanie. Na odchodne Pani dodała kilka swoich racji na temat psich kup itp. Najbardziej rozśmieszyło mnie w tym wszystkim jej ostatnie zdanie: "Rasy uznawane za niebezpieczne, takie jak mój pies nie powinny pojawiać się w ogóle w miejscach publicznych i cały czas nosić kaganiec". Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy mam płakać. Nie wiem czy nie spodobałam się pani policjant? Czy może nie spasował jej mój pies? Na starszego pana idącego z wielkim huskym policjanci nie zwrócili uwagi tylko przeszli dalej... Czy może mi Pan wytłumaczyć czy popełniłam jakieś przestępstwo, czy złamałam prawo? Bo oprócz tego, że pies był bez kagańca, to wszystko było w porządku, więc nie potrafię zrozumieć dlaczego ta policjantka tak na mnie naskoczyła?

Współczuję Ci przykrego doświadczenia. Osobiście nie mam takich złych doświadczeń ze strażnikami miejskimi i policją. Może miałem wyjątkowe szczęście, ale zawsze trafiałem na kulturalnych i życzliwych ludzi. Zadaniem strażników jest egzekwowanie rozporządzeń porządkowych, które w każdym mieście ustala Rada Miejska. W większości miast pies w miejscach publicznych powinien być na smyczy (i/ lub) w kagańcu. Jednak moim zdaniem nakładanie kar na ludzi, którzy tak naprawdę nie popełnili żadnego przestępstwa jest niezgodne z Konstytucją. Przecież nikt nie zamyka Kowalskiego do więzienia tylko dlatego, że mógłby być złodziejem, chociaż jeszcze niczego nie ukradł. Kara prewencyjna jest niesprawiedliwa. Mam nadzieję, że ktoś z prawników wreszcie to dostrzeże i skieruje skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Co innego, gdy właściciel psa popełnia wykroczenie - czyli jego pies wyrządza jakąś szkodę, załatwia się na trawnik, a właściciel tego nie sprzątnie itd. Bardzo podoba mi się prawodawstwo jakie w tym zakresie obowiązuje np. w Anglii. Tam możesz chodzić z psem po centrum Londynu bez smyczy. Jednak gdyby pies wyrządził jakąkolwiek szkodę - kara jest dotkliwa i nieodwołalna. Oczywiście zasady grzeczności i uprzejmość obowiązują wszędzie i jeśli widzę, że ktoś np. boi się psów albo w miejscu gdzie bawią się dzieci - pies jest zawsze na smyczy. Nie dlatego, że się boję iż może komuś coś zrobić, ale dlatego, że troszczę się o innych ludzi i rozumiem, że mają prawo nie życzyć sobie kontaktu z moim psem. Bardzo bym się cieszył, gdyby ciężar odpowiedzialności spoczywał na ludziach a nie na przepisach prawa.

 

Napisał Jacek Gałuszka, źródło: onet.pl

artykuł napisany w odpowiedzi na pytanie czytelnika serwisu Onet-Pies

 

Ze by zostawić komentarz wam należy rejestrować się