Czy teoria dominacji ma sens?

Sam pomysł ,że pies chce "zdominować" właściciela zakłada po pierwsze to, że dla psa istotne jest pojęcie "statusu społecznego". Nam, ludziom łatwo w ten sposób interpretować zachowanie psa, ponieważ ludzie dążą do uzyskania wyższej pozycji społecznej i przykładają wagę do oznak statusu (skóra fura i komóra). Dla psa to nie ma znaczenia. Robiono takie doświadczenia z ludźmi, w których brali udział dwaj mężczyźni siedzący przy jednym stole, oddzieleni od siebie zasłoną. Jeden z nich dostawał do podziału 1000 zł. jeśli proponował podział pół na pół, to zwykle drugi się na to zgadzał. Ale gdy proponował np. 10% - to drugi często odmawiał broniąc swojego "honoru". Z psami to nie wyszło, bo nawet gdy drugi pies dostawał tylko 10% karmy - zjadał ją ze smakiem i nie unosił się "honorem".

Sama "teoria dominacji" w ogóle się nie trzyma kupy jako teoria naukowa, ponieważ ani nie wyjaśnia zjawisk, ani nie pozwala przewidzieć tego, co się będzie działa w przyszłości, ani nie pomaga konstruować nowych modeli zachowań. Jest więc bezwartościowa.
Sam John Fisher pisał o tym w swojej ostatniej książce "Diary of Dotty Dog Doctor".
Co do stada. Powodem dla którego zwierzęta gromadzą się w stado (np wilki) jest możliwość podzielenia się z potomstwem pożywieniem, które łatwiej jest upolować w grupie. W stadzie wilków rozmnaża się tylko jedna para rodzicielska. Ale jeśli chodzi o psy...
środowiskiem psa jest człowiek. To człowiek zapewnia psu zaspokojenie wszystkich jego potrzeb: jedzenia, schronienia. Nawet rozmnażanie psa jest kontrolowane przez człowieka. Więc nie bardzo można znaleźć jakiś powód, dla którego konieczne by było istnienie stada między psem i człowiekiem.
Kolejnym problemem jest rozróżnienie pojęć dominacja - hierarchia - agresja. Przekonanie, że w stadzie wilków dominacja jest narzucana przez "alfę" siłą okazało się nieprawdziwe. Świadczą o tym m.in. badania D. Mecha - twórcy terminu "samiec Alfa" i "samica Alfa". Badacze wilków mówią teraz o "uznawaniu dominacji" zamiast o "narzucaniu dominacji". To znaczy, że w rodzinie wilków władza idzie od dołu :)


Niestety wnioski z obserwacji wilków żyjących w niewoli w latach 40 służyły długo jako usprawiedliwienie przemocy wobec psów. Tok rozumowania był prosty: skoro pies pochodzi od wilka, a wilki agresywnie wymuszają dominację, to człowiek musi tak samo zmusić psa do uległości i przejąć status "ALFA". Rzeczywiście wilki które wtedy obserwowano walczyły między sobą o zasoby. Ale o ile w naturze stado składa się z jednej rodziny, o tyle w ZOO była to grupa złożona z osobników należących do różnych rodzin zamkniętych na małym terenie, gdzie nie mogły prezentować naturalnych zachowań.
Często mówi się o "dominacji" w aspekcie obrony określonych zasobów. Dla psów nie ma jednego uniwersalnego spisu zasobów, których posiadanie świadczy o wyższym statusie. Dla jednego będzie to jedzenie, dla drugiego zabawka, dla innego miejsce itd. Co więcej te preferencje mogą się zmieniać zależnie od sytuacji. Trudno więc mówić o stabilnej strukturze hierarchicznej. Powodem tego jest jeszcze jeden fakt. Otóż według badań R. Coppingera psy przez całe życie pozostają na etapie rozwoju społecznego szczeniąt wilka. W tym wieku szczenięta wilka nie tworzą żadnej stabilnej struktury hierarchicznej. Psy - mówiąc kolokwialnie - są wiecznymi szczeniakami. Nigdy nie dorośleją aby stać się wilkami. NA SZCZĘŚCIE! Psy nie muszą bowiem polować, bronić terytorium, rywalizować o samicę.
Czy to znaczy, że psy nie ustalają sobie pomiędzy sobą jakichś relacji? Oczywiście, że nie! Każdy kto obserwuje psy widzi, że są wśród nich osobniki bardziej asertywne i mniej asertywne. Jednak "dominacja" jeśli w ogóle można użyć tutaj tego słowa jest cechą relacji a nie cechą osobniczą. To znaczy, że niektóre psy łatwiej uzyskują dostęp do tego, co chcą dostać. Oczywiście, że istnieją zachowania dominacyjne i uległe, które są pozostałością po wilczych przodkach. Ale nie mają one zrytualizowanego charakteru i nie dotyczą nigdy uniwersalnych zasobów, bo takich po prostu nie ma.
Ludzie często sięgają po słowo "dominacja" aby łatwo wyjaśnić wszelkie możliwe zachowania psa: "dlaczego pies mnie gryzie? - bo dominuje! Dlaczego mnie dominuje? - bo gryzie". Uniwersalną receptą na załatwienie wszelkich problemów miałoby być "obniżenie statusu psa". Tymczasem pies traktowany w duchu teorii dominacji w ogóle nie wie o co chodzi. czuje się zagubiony, dlatego nie prezentuje zwykłych zachowań. Weźcie dowolnego psa ze schroniska to zobaczycie o czym mówię. Przez pierwsze dni albo tygodnie pies czuje się niepewnie, więc zachowuje się bardzo powściągliwie. To nie jest skutek "zdominowania psa" lecz niepewności co do środowiska w jakim się znalazł.
Znacznie lepsza od konceptu "dominacji" jest edukacja i komunikacja. Jestem wdzięczny Fisherowi za to, że był prekursorem pozytywnego szkolenia. Zamiast łańcuszków i kolczatek zaproponował ustalenie jasnych zasad, które porządkują świat psa, dają mu poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Ale aby wprowadzić zasady i ograniczenia nie potrzebujemy żadnej "teorii dominacji".
W naszym codziennym życiu mamy setki przykładów, gdy ktoś przejmuje kontrolę nad naszym zachowaniem, ale nie polega to na wymuszeniu uległości i nie jest odbierane jako napaść:
- Relacja rodzice - dzieci
- reżyser - aktor
- ksiądz - wierni
- wykładowca - studenci
Czy komuś do głowy by strzeliło ,że rodzice mają ZDOMINOWAĆ swoje dzieci? Raczej mówimy o wychowaniu.
Wydaje się, że takie podejście jest zdrowsze.
Psy komunikują się między sobą mową ciała wyrażającą dominację i uległość. Ale nie tylko w ten sposób. Również bawią się ze sobą, iskają się, wspólnie tropią, znajdują razem świństwa w krzakach. Ten język komunikacji jest bardzo bogaty. Jeśli ktoś chciałby więcej poczytać o tym polecam książkę S. Clothier "Drugi koniec smyczy".
Na koniec ciekawostka - ludzie są jedynym gatunkiem, z którym psy komunikują się tak jak z innymi psami. Zupełnie inaczej psy "rozmawiają" np. z kotami czy żółwiami. Nasza wspólna ewolucja trwająca przynajmniej 14 000 lat nauczyła psy uważnie odczytywać mowę ciała człowieka, a człowieka - mowę ciała psa. Nawet ludzie, którzy nie mają psów potrafią dość trafnie ocenić zamiary psa w oparciu o jego obserwację, a nawet brzmienie szczekania (Badania A. Miklosiego). Na pewno między ludźmi i psami istnieje szczególna więź, oparta na wzajemnej komunikacji i porozumieniu. Byłoby - moim zdaniem - zbytnim spłyceniem redukowanie jej tylko do prostej "dominacji".
Wiem, że nie wyczerpałem tematu. Jeśli chcielibyście poczytać więcej - zobaczcie artykuł G. Firlita: http://dobrypies.eu/zgin_...cji,doc,14.html

Ze by zostawić komentarz wam należy rejestrować się