Menu

Kontakt | biuro: 793585553

Porady i wychowanie psów

Hell, NO!

IMG_7809

​Moja jakże urocza Frela spędzała długi weekend majowy (właściwie to trudno go nazwać weekendem, raczej weekstartem) odwiedzając naszych Przyjaciół. Byliśmy więc razem z Irdą na grillu o cioci Asi, potem pojechaliśmy do Brysia i jego ludzi, którzy oczywiście zachwycali się Frelką a ona z godnością odbierała zachwyty. Bryś - wielki owczarek niemiecki robił paszczą wielkie AAAAA, a Frela oglądała mu wszystkie zęby, A potem położyli się obok siebie na dywanie, więc było grzecznie i elegancko.

Po powrocie do domu widziałem, że suczysko jest tak zmęczone, iż na pewno przyszła pora na zrealizowanie ostatniego etapu treningu klatkowego, czyli zamknięcie drzwiczek na "dobranoc" i odpoczynek psa w klatce z dala ode mnie. Wprowadziłem więc Frelę do klatki, zamknąłem drzwiczki, potem drzwi do pokoju i okno też, żeby miała cicho i miło i poszedłem spać. Około 4.30 nad ranem obudziły mnie wrzaski i zawodzenia jak z czeluści piekielnych. Wiedziałem, że muszę je przeczekać, bo jeśli teraz podejdę do klatki, to nauczę małą glizdę, że w ten sposób może mnie przywołać. Czytałem gdzieś (chyba u Corena), że człowiek nie może się przyzwyczaić do płaczu dziecka i pisku szczeniaka. Potwierdzam. Nie da się spać, gdy obok zawodzi szczeniątko. Czułem się jak ostatni oprawca. Gdyby nie to, że ze wszystkich sił starałem się zachować resztki profesjonalnego podejścia, to pewnie otworzyłbym klatkę i wyjął z niej moje maleństwo, żeby je utulić w ramionach i żeby przestało płakać. Absolutnie zdaję sobie sprawę, że jest to instynkt, który właśnie takie działanie nam podpowiada. Jakoś przetrwałem i poczekałem na dłuższą chwilę ciszy. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem całą klatkę i kocyk uwalane w kupach, a w tym wszystkim Frelkę w podobnym stanie. Ubrałem się, wyszedłem z psiną na zewnątrz, żeby mogła się załatwić (gdyby jeszcze potrzebowała), wróciłem, posprzątałem, zmieniłem kocyk i ... zamknąłem ją w klatce. Położyłem się spać. Po godzinie pzerażliwy wrzask dobiegający z pokoju, w którym spała Frela znowu mnie poderwał na równe nogi. Znowu przeczekałem, a gdy była przez chwilę spokojna - wszedłem do pokoju i zastałem zafajdany kocyk i sunię gotową do wyjścia. Ponownie zniosłem maleństwo na dół, przed blok, żeby mogła się załatwić, wróciłem, posprzątałem i stwierdziłem, że już nie będę się kładł. Usiadłem więc sobie przy komputerze, a Frelę zamknąłem w klatce. Wtedy rozpętało się piekło! Przez kwadrans istota uwięziona w klatce wyła, szczekała, warczała, szarpała koc, wkurzała się, dyszała. Robiła wszystko, co tylko miała w repertuarze, żebym otworzył klatkę i pozwolił jej swobodnie biegać po mieszkaniu. Przeczekałem jej atak furii. Po chwili Frelcia położyła się i zasnęła. Po godzinie otworzyłem klatkę i wyniosłem ją na zewnątrz. Załatwiła się (obrońców praw zwierząt chcę poinformować, że nie miała biegunki, a więc nie przeżyła traumatycznego stresu), pobawiliśmy się chwilę i wróciliśmy do domu. Teraz mam najgrzeczniejszego psa w galaktyce. Przed wyjściem na zajęcia sprawdziłem, czy nie ma gorączki (nie ma!), a potem zamknąłem ją w klatce i pojechałem na zajęcia. Gdy wróciłem przywitała mnie radosna Frela. W klatce było czysto, załatwiła się dopiero na dworze. Dlaczego tak się o tym rozpisuję? Ponieważ wiem jak trudne jest dla właścicieli szczeniąt pozostawienie psiaka samego w klatce i jednocześnie jak łatwo ulegamy manipulacjom naszego małego pieseczka. Gdy okazuje się, że owe manipulacje nie działają - psina rezygnuje z dotychczasowej strategii i wybiera taką, która nam zdecydowanie bardziej odpowiada. Wrzucam kilka fotek z naszego dnia. Na nich Frelka i Bryś oraz Frela i Irda w ogródku u Joasi i Piotra. A jako bonus - "płaczliwe gry" w wykonaniu parolatka. Jak widać, nie tylko psy potrafią manipulować naszą uwagą :)

Frelka - Bąbelka

Podobne wpisy

 
Początek strony Uruchomiono zadanie harmonogramu