Kontakt | biuro: 793585553

Cesar Millan jak sól w oku

Cesar Millan jak sól w oku


W środowiskach trenerów i miłośników psów nie od dzisiaj wiadomo, że prędzej, czy później każda dłuższa rozmowa zahaczy o postać Cesara Millana i podniesie temperaturę dyskusji. Mało jest osób takich jak on, które do tego stopnia wzbudzają emocje i doprowadzają je do ekstremum. Jedni go podziwiają, inni nienawidzą. Wszyscy są przekonani, że rozumieją, co on mówi i co robi i dlatego mają prawo do krytyki lub zachwytu. Jedni zazdroszczą mu popularności, inni starają się go zdyskredytować, a jeszcze inni naśladować jego metody, w nadziei, że sami staną się jak on. Mało kto wie, że za Cesarem Millanem stoi cała armia ludzi, którzy pracują z psami, przygotowują je do show, trenują codziennie i żmudnie wdrażając podstawowe, znane nie od dzisiaj zasady, budując właściwe porozumienie między człowiekiem i jego psem, ucząc ludzi jak mają na co dzień postępować ze swoim czworonogiem.

Show must go on. Przedstawienie, które obserwujemy na ekranach telewizorów lub (jak to będzie niebawem w Łodzi) na żywo - jest wyreżyserowanym spektaklem. Ma charakter rozrywkowy. Millan wkurza pozytywnych trenerów, którzy są przekonani, że tylko pozytywne wzmocnienie jest gwarancją sukcesu w modyfikacji zachowań. Jednak nikt nie nakręci wielogodzinnej sagi, jak to w ciągu sześciu miesięcy nastąpiła zmiana np. zachowania agresywnego. Coś takiego nigdy by się nie sprzedało w telewizji.

Ludzie widząc krótki film mają wyobrażenie, że droga „ od psa potwora do domatora" to zaledwie kilka minut pracy. Chcieliby mieć taką magiczną różdżkę, zdolną do dokonywania trwałej zmiany zachowania psa na lepsze. Skoro Cesar potrafi - to na pewno jest to możliwe. Takie przekonanie jest jednak oparte na złudzeniach. Zmiana zachowania psa wymaga zmiany wielu nawyków - także w ludziach, którzy nim się opiekują. A to nie dzieje się od razu. Konieczny jest czas, wytrwałość, konsekwencja i świadomość celu, do którego się zmierza.

Cesar Millan - niezależnie od tego, co o nim się sądzi - wpisał się trwale w świat trenerów i właścicieli psów. Ten świat już nigdy nie będzie taki sam, jak przed pojawieniem się „Zaklinacza psów". To, na co Millan zwrócił uwagę, to traktowanie psa jak psa, a nie jak człowieka, konieczność wyznaczania granic, oparcia relacji na szacunku wobec odrębnego gatunku, jakim jest pies, zrozumienia jego potrzeb i zapewnienia mu odpowiedniej aktywności, zamiast zalewania go wyłącznie czułością. Niektórzy zarzucają Millanowi nadmierny „machoizm". Że traktuje psy przedmiotowo, głosi teorię dominacji opartej na hierarchii, w której człowiek „rządzi", że wymusza pewne zachowania siłą, nie rozumie złożonych emocji psa, nie opiera się na badaniach naukowych. Problem jest też w tym, że obecnie każdy może znaleźć sobie dowolne badania naukowe, które potwierdzą lub zaprzeczą jego tezom. „Badania naukowe" stały się towarem jak produkty w supermarkecie. Przychodzisz i wybierasz to, co Ci odpowiada, a pomijasz to, czego nie chcesz przyjąć do wiadomości. Słusznie zauważył J. Serpell podczas swojej prezentacji na konferencji SPARCS w ubiegłym roku, mówiąc o dominacji wśród psów, że to, do czego doszedł w swoich badaniach nie będzie się podobało wyznawcom odrzucenia teorii dominacji i pozytywnego szkolenia. Okazało się bowiem, że wilki ze sobą kooperują, zaś psy domowe ustalają linearną hierarchię dominacji. Ostateczną weryfikacją słuszności takich czy innych poglądów jest rzeczywistość. Jeśli faktycznie podejście oparte na konieczności ustalenia domowych zasad, wprowadzeniu granic i ograniczeń dla psa, stosowaniu zasady „ćwiczenia, dyscyplina, potem uczucia" jest takie złe, to dlaczego ludzie, którzy je stosują odnoszą sukcesy w budowaniu i naprawianiu swoich relacji z psami? Zaś ci, co twierdzą, że opierają swoje działania na badaniach naukowych i preferują wyłącznie nagradzanie zachowań pożądanych i ignorowanie niepożądanych, przez długi czas nie mogą poradzić sobie nawet z prostymi przypadkami? Millan jest jak sól w oku. Piecze i wywołuje łzawienie. Strasznie wkurza zwolenników wyłącznie pozytywnego podejścia, którzy w odróżnieniu od niego nie potrafią pokazać efektów swojej pracy, no chyba, że we własnym mieszkaniu albo ogródku. Dyskusja trwa. Coraz częściej pojawia się w niej głos, że być może zamiast potępiać w czambuł to, co Millan robi, warto się zastanowić nad pośrednią drogą. Skorzystać z wszystkich dobrodziejstw szkolenia opartego na nagradzaniu i uwzględnić w wychowaniu psa konieczność wprowadzania zasad, granic i ograniczeń. Z pewnością wizyta Cesara Millana w Polsce będzie poruszająca dla całego środowiska trenerów i behawiorystów. Być może otworzy nowe przestrzenie dla dialogu i przyczyni się do większego otwarcia umysłów na rzeczywistość, zamiast zamykania się w jedynie słusznej ideologii. 

Częstochowa, Zawiercie nowe terminy PTP
Wykład dla Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Rudz...

Podobne wpisy

 
Początek strony