Zapraszamy na:

Webinar "Na czym polega praca trenera i behawiorysty?"

10 Października 2018 20:00

Kontakt | biuro: 793585553

Anatomia Hejtu, czyli słów kilka po show Cesara Millana

Anatomia Hejtu, czyli słów kilka po show Cesara Millana

Frank Zappa powiedział, że umysł jest jak spadochron. Nie działa, gdy nie jest otwarty. Zamiast więc dołączać się do chóru hejterek i hejterów, którzy nie widząc i nie rozumiejąc tego, na czym polega show Cesara Millana, lamentują i protestują w internecie - wybrałem się osobiście do Łodzi, by wyrobić sobie własne zdanie na temat Zaklinacza Psów i jego pokazów. Miałem również tę możliwość, by spotkać się z nim osobiście i zamienić kilka słów z jego współpracownikami, którzy są odpowiedzialni za produkcję show z jego udziałem na żywo oraz pooglądać „od kuchni", jak to jest zrobione.

To, co przede wszystkim uderza, to niezwykła precyzja i profesjonalizm całej ekipy. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Psy, które zostały zaproszone do udziału w programie mają swoje pomieszczenie, w którym są wstawione nowe, duże klatki kennelowe. Zadbano też o miski z wodą dla każdego psa. Dwóch lekarzy weterynarii było obecnych przez cały czas poprzedzający występ i podczas niego. Podłogi były zabezpieczone gumowanymi matami, a rampa, po której psy wchodziły na scenę miała specjalnie wyprofilowane zakończenie, tak, aby żaden pies się nie potknął. Na każdym kroku widać było troskę o psy i o ludzi. W poczekalni były dostępne przekąski i napoje dla właścicieli czworonogów. Również te osoby, których psy nie zakwalifikowały się do udziału w show otrzymały bilety (w ilości, w jakiej sobie życzyły) w pierwszych rzędach przed sceną, aby mogły oglądać przedstawienie z bliska. To kolejny, miły gest ze strony producentów i organizatorów, którzy w ten sposób potrafili podziękować uczestnikom castingu.

Dalej - sam Cesar Millan. Miły, uśmiechnięty, przyjazny. Z każdym właścicielem psa zamienił kilka słów, podpisywał książki (nawet bilety), dziękował za obecność. Gdy z nim rozmawiałem zauważył, ze mam na sobie kurtkę z logo Wesołej Łapki i zapytał, czy jestem trenerem. Oczywiście, potwierdziłem, na co on powiedział, że docenia to, iż znalazłem czas, aby być w Łodzi na pokazie. Miłe słowa :)

A teraz sam pokaz.
Prezentowany w formie opowieści - bajki o psie i jego relacji z człowiekiem. Dla jednych to piękna opowieść, dla innych - horror. Bo bajka staje się horrorem, gdy nie potrafimy się z psem porozumieć i ułożyć sobie wzajemnych stosunków tak, aby jemu było dobrze z nami, a nam z nim. Zmiana roli psa z pracownika, na przyjaciela, a obecnie członka rodziny spowodowała, że sporo właścicieli psów nie umie spojrzeć na psa jak na odrębny gatunek, mający swoje potrzeby, inne niż ludzkie dzieci. Millan stara się pokazać, że szacunek dla psa polega na uznaniu jego odrębności i przejęciu odpowiedzialności za nasze wspólne życie. Temu służą zasady, ograniczenia, dyscyplina, konsekwencja. Wiele razy podkreślał, że w życiu z psem nie chodzi o to, by być nieustannie napiętym i zachowywać się jak żandarm. Jest miejsce na zabawę, okazywanie czułości, beztroskę. Ale wszystko musi mieć właściwą proporcję. Zastąpienie ćwiczeń i dyscypliny okazywaniem wyłącznie czułości prowadzi do destabilizacji psychiki psa i rodzi problemy. Przywrócenie normalności wiąże się z poznaniem i uszanowaniem reguł Matki Natury, której psy są częścią. 


Niektórzy hejterzy twierdzą, że Cesar Millan jest okrutny wobec psów. Po spotkaniu w Łodzi mam wrażenie, że znacznie więcej niezrozumienia, szarpania, wymuszania, ciągnięcia za smycz, psy otrzymują od swoich właścicieli. 


Podczas całego show Millan był niezwykle skupiony na psach obecnych na scenie. Odnosił się do nich z niezwykłą łagodnością i szacunkiem. Zwracał uwagę na cierpliwość i czas, jakie są potrzebne, by pies mógł zrozumieć jakie są nasze oczekiwania wobec niego. W pamięci utkwił mi szczególnie przypadek Jack Russell Terriera, który miał obsesję na punkcie swojej zabawki - żółtej piłeczki. Przez cały czas był podekscytowany wpatrzony w piłkę, piszczący, wymuszający. Ani na chwilę nie odpoczywał, gdy piłka była w pobliżu. Na scenie Cesar Millan wziął dużą poduszkę, położył piłkę w pobliżu psa i poczekał, aż maluch zrozumie, że oczekuje od niego, aby odpuścił, wyciszył się. Gdy pies odwrócił wzrok od piłki widać było jak się rozluźnia. W tym momencie Cesar dał mu piłkę do zabawy jako nagrodę. 


Fascynujące dla mnie, jako profesjonalisty, było obserwowanie jak doskonałe wyczucie, timing i intuicję ma Cesar Millan w pracy z psami. Widziałem to z odległości dosłownie kilku metrów. Obserwowałem uważnie każdy szczegół. Wszystko miało znaczenie: odpowiednia reakcja na zachowanie psa, idealny timing, presja i rozluźnienie w idealnym momencie, zabranie psu przestrzeni i oddanie jej wtedy, gdy pies rozumie komunikat. Nasunęło mi się skojarzenie z baletem. Doskonała synchronizacja, nienaganna technika, gracja i wyczucie. 


Niestety mam wrażenie, że niektórzy hejterzy nie tylko nie potrafią tańczyć (nawet pogo), ale w ogóle nie mają słuchu. Nawet jeśli ktoś nie lubi baletu ani muzyki, musi zauważyć doskonałą „choreografię" i wpływ jaki ma Millan na zachowanie psów. To tak, jakby ktoś zaczął w obcym kraju mówić w naszym własnym języku. Takie miałem wrażenie obserwując z bliska radość i zaangażowanie psów w kontakcie z nim. 


Zastanawiam się nad źródłami nienawistnego oceniania Cesara Millana. Często w oparciu o kilka powielanych w internecie kadrów z filmów Zaklinacz Psów, siewcy hejtu bez głębszej refleksji napadają na Millana, organizując jakieś internetowe akcje protestu i nakręcając się nawzajem. 


Przypomina to znaną definicję socjalizmu, która mówi, że jest to taki ustrój, który z całą determinacją walczy z problemami, które sam wytwarza.
Niektórzy ludzie są zaprogramowani, by wyławiać paskudne rzeczy z zupy i z życia. Gdy znajdą coś, co może budzić wątpliwości - powiększają to, napawają się, rozdmuchują i robią aferę. Wtedy chyba czują, że są naprawdę KIMŚ, kto postawił pod pręgierzem kogoś znanego, komu się udaje. 


Każdy, kto pracuje z psami ma sukcesy i porażki. Cesar Millan ma więcej tych pierwszych. W ciągu kilkunastu lat pracy z naprawdę trudnymi psami „Zaklinacz" nie raz płacił cenę odnoszonych zranień, nie mówiąc o psychicznym obciążeniu, jakie znają tylko ci, którzy również mają do czynienia z niełatwymi psami. Większość trenerów woli się z takimi nie mierzyć, pozostawiając je bez pomocy, albo skazując na izolację lub śmierć. Millan wiele razy udowadniał, że również dla takich psów jest nadzieja. Przynajmniej dla niektórych. A może to właśnie jest powód, dla którego Cesar spotyka się z falą nienawiści? Zazdrość zamaskowana „badaniami naukowymi", autorytetami, które mogą pochwalić się co najwyżej paroma artykułami, ale żadnym zrehabilitowanym psem.


Zamknięcie się we własnym gronie i własnych wierzeniach jest charakterystyczne dla fanatyków. Gdyby okazało się, że racja wcale nie jest tak oczywista, jak sami wyznają, mogłoby to zrobić wyłom w ich systemie i skłonić do zmiany przekonań. A to nie jest łatwe. Hejt, jakiemu się oddają jest jak liturgia, utwierdzająca wiernych we własnym wyznaniu wiary. Na zewnątrz są tylko heretycy i ognie piekielne. Nienawiść, z jaką fanatycy atakują Cesara Millana przypomina wczesne wojny religijne pomiędzy katolikami a protestantami. Historia jednak uczy, że po okresie wojen nastaje pokój i wyznawcy różnych religii mogą żyć obok siebie nawet w przyjaźni. Patrząc na poziom dyskusji i zajadłość ataków wyznawców „antymillanizmu", ten moment nie jest jeszcze bliski. Jednak mam nadzieję, że z czasem nadejdzie i będzie to z pożytkiem przede wszystkim dla psów i ich opiekunów.

OKAZJA!! Częstochowa, Zawiercie
Wesoła Łapka w Głogowie zaprasza na spacer pod has...

Podobne wpisy

 
Początek strony